Jak dobrze mieć kogoś, od kogo można uczyć się nie tylko przez doświadczenia negatywne (dzięki czemu wiem, czego nie chcę), ale i pozytywne. Mam wrażenie okruchów tak obcej dotąd normalności. Nie tylko ja mam prawo stawiać i egzekwować swoje granice, ale i inni mają takie prawo, czyli nie jestem w stu procentach odpowiedzialna za naruszanie cudzego areału. Nie ma nic złego w sprawdzaniu, czy mogę tu stanąć i nic złego w odpowiedzi, że nie. To nie jest odrzucenie, to dbanie o siebie. To nie dotyczy mnie, ale drugiej osoby.
Note: To, że odpowiedzialność nie jest pełna, nie znaczy, że nie ma jej wcale - vide poprzedni wpis.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz